W ciągu ostatnich dwudziestu lat w kulturze i popkulturze panowała moda na antybohaterów. Doktor House, Hannibal Lecter, Artemis Fowl czy chociażby opisywany przeze mnie Barry. Jednak ostatnie tygodnie – wypełnione niepewnością, strachem i licznymi informacjami o krwawej wojnie prowadzona przez Rosję w Ukrainie – pokazują, jak bardzo potrzebujemy pozytywnych historii i pozytywnych bohaterów. Doskonale rozumieją to ukraińskie media, których komunikaty mimo okropnej sytuacji, są pełne nadziei, opowiadają o waleczności narodu, o motywacji, o wspólnych wartościach. Ukraina daje innym narodom nie tylko lekcję bohaterstwa, ale też lekcję tworzenia historii, które pokrzepiają i łączą naród. Historie te mają swojego bohatera pierwszoplanowego – Volodymira Zełenskiego. Śledząc w ostatnich dniach wiadomości i działania ukraińskiego prezydenta, stwierdziłam, że na ich podstawie można napisać niejednego bohatera pozytywnego, zdolnego porwać czytelników.

Co sprawia, że kochamy Zełenskiego? I jak to wykorzystać przy tworzeniu pozytywnych bohaterów?

Zełenski jest uwielbiany nie tylko przez swoich krajan, ale przez ludzi spoza Ukrainy. Ma swoje fankluby, budzi podziw polityków, jest pozytywnym bohaterem internetowych memów. Nietrudno zgadnąć, dlaczego tak jest. Jego osobowość przypomina bardzo ukochanych protagonistów literatury i popkultury. Jest jak Kapitan Ameryka czy Mal Reynolds, tylko że prawdziwy i z Ukrainy. Co prezydent ma wspólnego z pozytywnymi postaciami fikcyjnymi? Co sprawia, że tak łatwo mu kibicować?

Kompetencja

Jednym z powodów jest z pewnością jego kompetencja. Lubimy obserwować ludzi, którzy wiedzą, co robią, a Zełenski, jak się okazało, jest doskonałym liderem. Już teraz jego przywództwo określa się jako „churchillowskie”. Doskonale wie, co powiedzieć, gdzie się pokazać, jak przemawiać do narodu. Jego odezwy są jednocześnie proste i poruszające. Nie popełnia gaf, umie wyważyć pomiędzy realizmem a dawaniem ludzi nadziei. Dzięki swojemu doświadczeniu aktorskiemu ma doskonałe przygotowanie medialne.

Pod tym względem jest jak bohaterowie, których kochamy w książkach i filmach – właściwy człowiek na właściwym miejscu. To szczególnie cenne w świecie, gdzie politycy często okazują się skrajnie nieodpowiedzialni i niekompetentni. Zełenski spełnia naszą kolektywną potrzebę obserwowania u władzy człowieka, który faktycznie wie, co robi.

Moralność

Zełenski, jak każdy pozytywny bohater, podejmuje też moralne wybory i odwołuje się do wartości. Nie ucieka z atakowanego kraju. Apeluje do Rosjan o wycofanie się z walki. Proponuje oddanie rosyjskich jeńców ich matkom. Walczy o korytarze humanitarne dla swoich krajan. Nawet jeśli wydaje się to staroświeckie, lubimy osoby, które kierują się w swoim zachowaniu wartościami takimi jak współczucie, odwaga, szlachetność. Mocny kręgosłup moralny budzi sympatię.

Identyfikacja

Co niezwykle ważne, prezydent Ukrainy nie sprawia jednocześnie wrażenia nadętego, odlanego z brązu ważniaka. Jest bardzo ludzki, nie opowiada wzniosłych frazesów, łatwo się z nim identyfikować. Na konferencjach prasowych wita się z dziennikarzami i siedzi blisko nich. W materiałach medialnych widać nie tylko jego siłę, ale też emocje. W internecie można zobaczyć kawałek wywiadu, w którym opowiada, że od trzech dni nie widział swojej rodziny i jest to fragment, który rozrywa serce.

To kolejna wskazówka pokazująca, jakich bohaterów kochamy – takich, w których nie wyczuwamy zbędnej pompy, którzy wydają się podobni do nas i dzielą nasze problemy. Takich, w których wyczuwamy prawdziwe emocje.

Poczucie humoru i dystans

Jedną z metod odbrązowienia bohatera jest poczucie humoru i dystans, którego ukraiński prezydent wydaje się mieć bardzo dużo. W internecie można zobaczyć klipy z czasów jego aktorskiej kariery, w których opowiada dowcipy, wygłupia się, tańczy i udaje, że gra na fortepianie penisem. Czy jest to żart sztubacki i mało wyrafinowany? Być może. Czy skręcałam się ze śmiechu oglądając miny Zełenskiego w skeczu? Jeszcze jak! Zachodni komentatorzy krytykowali go za to, kiedy startował w wyborach prezydenckich. Mam jednak wrażenie, że teraz jego przeszłość komika bardziej mu pomaga niż przeszkadza. Prezydent pokazuje, że zna się na swojej pracy, jest poważny wtedy, kiedy wymaga tego sytuacja, ale jednocześnie widzimy, że nie traktuje siebie zupełnie serio. To sprawia, że budzi jeszcze większą sympatię.

Co więcej, jego dowcip i inteligencja przebija nawet w tragicznej sytuacji, w której znalazł się jego naród. Reakcje Zełenskiego na zarzuty jego przeciwników i jego wpisy na Twitterze są trafne i bystre. „Potrzebuję amunicji, nie podwózki” wypalił w odpowiedzi na amerykańską propozycję ewakuacji. Kiedy premier Włoch zarzucił mu, że nie odbierał telefonu podczas ataków na Ukrainę, ironizował, że następnym razem postara się przesunąć harmonogram wojny tak, żeby móc porozmawiać. W tym wszystkim przypomina trochę zawadiackich bohaterów popkultury takich jak Han Solo czy Mal z Firefly, którzy nawet w najtrudniejszych sytuacjach nie tracą rezonu i nie tylko robią to, co należy, ale są w stanie inteligentnie odciąć się krytykom.

The Underdog

W tym wszystkim Zełenski okazał się politycznym czarnym koniem – postacią, którą Anglosasi nazywają „The Underdog”. Nikt nie spodziewał się po byłym aktorze dojrzałego przywództwa. Tak samo, jak nikt nie spodziewał się po Ukrainie tak wielkiej odwagi i kompetencji. Nie sądzono, że średniej wielkości środkowo-europejski kraj będzie zdolny stawić opór olbrzymiej Rosji.

Ale takie historie kochamy przecież najbardziej. Uwielbiamy historie, w których pozornie słabszy zawodnik wygrywa z pyszałkowatym gigantem. Dawid, który zabija Goliata. Grupka ochotników, która decyduje się na straceńczą misję przeciwko wielkiemu, złemu imperium. Teraz widzimy podobną historię rozgrywającą się na naszych oczach. I trzymamy kciuki za hollywoodzkie zakończenie.


0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.