W ostatnim wpisie omówiłam trzy błędy przy wykształcaniu sobie nawyku pisarskiego. Dzisiaj pora na ostatnie dwa!

Błąd nr 4: Wierzymy, że czas jest z gumy

Ten błąd jest twórczym rozwinięciem błędu ignorowania okoliczności, kiedy planujemy czas na pisanie. Często zakładamy, że możemy wcisnąć nowy nawyk pisarski, nie rezygnując z niczego i nie próbując w jakikolwiek sposób przeorganizować naszego dnia. Myślimy, że możemy brać na siebie wszystkie obowiązki, mieć dom wysprzątany na tip-top, brać nadgodziny i jeszcze napisać książkę.

Ten problem dotyczy też w dużej mierze pisarzy akademickich, którzy są przeładowani obowiązkami. Zarówno sami akademicy, jak i ich przełożeni, a także prawodawcy wierzą, że istnieje jakiś magiczny sposób, żeby obok pierdyliarda innych zadań znaleźć czas na pisanie kilku artykułów naukowych rocznie.

Taki sposób nie istnieje. Jeśli na uczelni robimy wszystko dla wszystkich, uczymy, bierzemy udział w milionach projektów, siedzimy w komisjach i zajmujemy się toną administracyjnej roboty, to nie mamy kiedy pisać. Często trudno jest cokolwiek z tym zrobić, bo nasza pozycja może zmuszać nas do zajmowania się tego typu pierdołowatymi zadaniami. Czasami można jednak wydrapać sobie chociaż te pół godziny dziennie na swoje teksty i po prostu zaznaczyć je w kalendarzu jako czas zajęty. A czasami można po prostu komuś odmówić i nie angażować się w kolejną współpracę.

Dobrze jest prześledzić sobie, co tak naprawdę robimy w ciągu dnia godzina po godzinie i zastanowić się, czy na pewno wszystko to jest absolutnie kluczowe. Musimy uświadomić sobie, że czas na nasze pisanie nie pojawi się znikąd. Często trzeba z czegoś zrezygnować, żeby zrobić na nie miejsce.

Błąd nr 5: Zła struktura nawyku

Na budowanie nawyku składają się trzy elementy. Są to: wskazówka, rytuał i nagroda. Wskazówka to jakiś bodziec (np. dźwięk budzika), który daje naszemu mózgowi sygnał, że trzeba teraz wykonać jakąś czynność. Rytuał to właśnie owa czynność, a raczej powtarzalna sekwencja czynności, która składa się na nasz nawyk (np. otwarcie komputera, założenie słuchawek i włączenie programu do pisania). Nagroda to… cóż, nagroda (np. puszczenie sobie ulubionej piosenki pod koniec rytuału).

Problem z tworzeniem nawyków może pojawić się na poziomie każdego z tych elementów. Nasz rytuał może nie być dość ustrukturyzowany – co oznacza, że nie mamy w nim określonej sekwencji czynności i nie wiemy do końca, co robić krok po kroku. Postanawiamy więc sobie na przykład, że włączymy komputer, żeby zacząć pracę nad tekstem, ale zaraz potem otwieramy Facebooka i nasz czas na pisanie idzie się gonić. Może być też tak, że nie chce nam się podtrzymywać naszego nawyku, bo w żaden sposób nie nagradzamy się za wykonanie pracy, choćby mentalnym poklepaniem się po ramieniu.

Dla mnie jednak najbardziej problematyczny jest brak wskazówki. Wskazówka jest kluczowym elementem pisarskiego nawyku, bo eliminuje jeden z największych problemów, jaki mamy z pisaniem – ten, że nie siadamy do klawiatury. Często jest nam po prostu trudno zmusić się do pracy, ale kiedy już zaczniemy, idzie nam całkiem nieźle. Kiedy przyzwyczaimy się, że określona wskazówka łączy się z pisaniem, to za każdym razem, kiedy ją zobaczymy, będziemy automatycznie zabierać się za nasz tekst .

Dobrą wskazówką jest określona pora dnia, miejsce, oświetlenie czy muzyka. Sama stosuję kombinację różnych bodźców tego typu. Wstaję koło 6.30, włączam lampki choinkowe, którymi mam obwieszoną półkę z książkami, a następnie przez 15 minut zapisuję trzy strony w swoim dzienniku. Potem otwieram komputer, puszczam określoną muzykę, której zazwyczaj słucham przy pisaniu (album „Eingya” Heliosa) i włączam edytor tekstu. Dopóki podążam za tą sekwencją, wszystko jest dobrze. Wiem jednak, że jeśli coś ją zaburzy, bo np. muszę wstać wcześniej i gdzieś wyjechać albo zaśpię, to tego dnia już najprawdopodobniej nic nie napiszę. Takie sytuacje zdarzają się rzadko, więc nie jest to dla mnie duży problem, ale uświadamia mi on zawsze, jak ważny jest odpowiedni wybór wskazówki.

Jeśli nasza wskazówka jest niekonsekwentna, najprawdopodobniej będziemy mieli problem ze zbudowaniem nawyku. Dlatego warto wybrać taką, która może się pojawiać w naszym życiu bez względu na okoliczności. Jeśli nie możemy wybrać jednej pory na pisanie, bo mamy np. zróżnicowane godziny pracy, to wybierzmy chociaż jedno miejsce. Jeśli nie mamy określonego miejsca, bo dużo podróżujemy, niech naszą wskazówką będzie budzik w telefonie i jedna piosenka, która zawsze będzie nam się kojarzyć z pisaniem.

Podsumowanie

Tak naprawdę większości błędów, o których pisałam, możemy uniknąć, jeśli rozsądnie zaplanujemy nasze nawyki – weźmiemy pod uwagę nasze okoliczności i możliwe przeszkody, wybierzemy odpowiedni czas, miejsce i wskazówkę, a przede wszystkim będziemy realistami. Często właśnie ta odrobina realizmu może pomóc nam pisać więcej i bardziej regularnie – a przez to też lepiej.

A jeśli potrzebujesz więcej motywacji, żeby rozruszać swój nawyk pisarski, to zapraszam Cię na dwa warsztaty, które prowadzę.

W niedzielę 12 stycznia 2020 organizuję w Krakowie warsztat pracy nad stylem. To trzy godziny, które zmienią Twoje podejście do pisania (kliknij po więcej informacji).

Natomiast sobotę 25 stycznia 2020 jadę do Warszawy, żeby tam poprowadzić całodzienny warsztat pisania dla blogerów. W kameralnej 10-osobowej grupie będziemy pracować nad swoimi postami. Oprócz nowej wiedzy i ćwiczeń, uczestnicy otrzymają szczegółowe uwagi do swoich tekstów, a także tonę praktycznych wskazówek! (kliknij po więcej informacji).


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *