W czasach oświecenia ludzie byli zafascynowani konceptem automatu. Kartezjusz uważał, że żywe istoty są maszynami i że można zbudować ich repliki. W 1739 Jacques de Vaucanson próbował tego dokonać i stworzył mechaniczną kaczkę, która wypełniała większość powinności prawdziwej kaczki, bo zjadała ziarno i robiła kupę. Człowiek według Kartezjusza też był takim automatem do jedzenia i robienia kupy, z tym, że w środku tego automatu mieściła się duża (stąd koncepcja „ducha w maszynie”). Poza tym różnic pomiędzy człowiekiem i maszyną zasadniczo nie było.

Nie jesteś mechaniczną kaczką

Dzisiaj możemy uważać te przekonania za przestarzałe, ale ślad myślenia o sobie jako o mechanicznej kaczce ciągle jest w nas żywy. Bo chociaż człowiek bardzo różni się od automatu, to cały czas zdarza się nam myśleć o sobie jak o maszynach. Zakładamy na przykład, że wyprodukujemy więcej, im dłużej pracujemy, bo tak działają maszyny. A przede wszystkim zakładamy, że jakość i efektywność naszej pracy zawsze będzie taka sama. Wydaje nam się, że będziemy niezmienni – zawsze będzie nam się tak samo chciało i zawsze będziemy produkowali rzeczy na podobnym poziomie jakości. Bo przecież maszyna – o ile nie jest zepsuta – powinna dać za każdym razem mniej więcej taki sam produkt. Niestety człowiek tak nie działa. Zwłaszcza jeśli ten człowiek jest pisarzem i produkuje teksty.

Nic w przyrodzie nie kwitnie cały rok

Człowiek jest jednak bardziej częścią przyrody niż maszyną, a nic w przyrodzie nie kwitnie cały rok. Elizabeth Gilbert uważa, że w pisaniu występują pory roku – jest czas, kiedy zbiera się informacje, czas pisania i czas odpoczynku. Proces twórczy jest organiczny i podlega przemianom. My także im podlegamy. Są u mnie okresy, kiedy pisanie nie sprawia mi najmniejszego problemy. Wystarczy usiąść do klawiatury i po prostu wyrzucić z siebie gotowy tekst, który mam w głowie. Są też takie okresy, kiedy jest ono rzeczywiście ciężką pracą i wymaga świadomego konstruowania, edytowanie, szukania słów. Są okresy, kiedy mi się chce i są okresy, kiedy mi się nie chce. Są okresy, kiedy piszę teksty lepsze i są takie, kiedy piszę teksty gorsze.

Trochę upierdliwości i trochę instragrama

Jojczenie, że pisanie to męka, jest grubą przesadą. Bo nie jest. Pisanie jest satysfakcjonujące i często bywa przyjemne. Ale nierealistycznie jest też zakładać, że zawsze będzie wyglądało jak na Instagramie, gdzie piękni ludzie piszą piękne teksty w malowniczych aranżacjach i z uśmiechem na twarzy. Pisanie jest i takie, i takie. Czasami człowiek płynie na falach słów w designerskim otoczeniu, a czasem siedzi w gaciach i nie może znaleźć dobrej struktury paragrafu. Bywa cudownie i bywa upierdliwie. Oczekiwanie, że dostaniemy tylko te cudowne momenty przyniesie nam frustrację, tak samo jak oczekiwanie, że będzie tylko upierdliwie. Pisanie nie będzie zawsze takie samo i my nie będziemy w nim tacy sami. Nie jesteśmy mechaniczną kaczkę.

Nie musisz kwitnąć cały rok

Jeśli masz teraz okres zastoju, mniejszej produktywności i ślęczenia w gaciach nad strukturą paragrafu, to to jest ok. Nie musisz kwitnąć cały rok. Można pisać mniej, można pisać coś innego i można pisać trochę gorzej. I krok po kroku, słowo za słowem turlać się do wiosny.


2 Komentarze

Patryk Tarachoń · 30 listopada 2019 o 19:52

Cieszę się, że powstał taki tekst. Nawet nie wiesz jak bardzo się z Tobą zgadzam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *