Kinga RakDzisiaj goszczę Kingę Rak – redaktorkę i twórczynię Twardej Oprawy – firmy, której misją jest pomagać debiutantom wejść na rynek wydawniczy. W tym wywiadzie rozprawia się z mitami na temat wydawnictw tradycyjnych i self-publishingu. Wywiad jest długi, ale wart uwagi. Kinga jest kopalnią wiedzy o procesie wydawniczym – zawsze słucham jej uważnie i z notatnikiem w ręku. Czytajcie!

Chciałam cię na początku poprosić, żebyś przedstawiła się i opowiedziała o swojej firmie, czyli o Twardej Oprawie.

Nazywam się Kinga Rak. Twarda Oprawa narodziła się w czerwcu tego roku i jest wynikiem moich doświadczeń zawodowych i naukowych. W 2016 roku skończyłam pracę na etacie i zostałam freelancerem. Przedtem pracowałam w dużych polskich wydawnictwach, w portalach self-publishingowych i jednocześnie pisałam doktorat na temat self-publishingu. Zrezygnowałam z etatu, bo byłam trochę rozczarowana tym, co się dzieje w polskich wydawnictwach. A poza tym po prostu naprawdę musiałam skończyć pisać doktorat i wiedziałam, że łączenie tego z pracą etatową po 8 godzin będzie niemożliwe. Więc przeszłam na tak zwany freelance. Na początku założyłam, że będę robiła to, co potrafię najlepiej, czyli redagowanie i recenzowanie. Ale przez te wszystkie lata pracy w wydawnictwach z doświadczonymi autorami i w serwisach self-publishingowych, zauważyłam, że jest luka na rynku. Wydawcy chcą współpracować z autorami, którzy już napisali bardzo dobry tekst, mają bardzo dobre propozycje wydawnicze, dopracowane streszczenia i biogramy. A serwisy self-publishingowe wydają niemalże wszystko. 

Problem polega też na tym, że większość autorów za bardzo nie wie, pomiędzy czym może wybrać. Czy wydawnictwo jest dobrym rozwiązaniem, czy może self-publishing? Czy zrobić to samodzielnie czy może z portalem? Czy jeszcze jakoś inaczej?

Jeśli chcą wydać w wydawnictwie, to ich propozycje wydawnicze są często po prostu rozpaczliwie źle napisane. Nie chodzi mi tu o same książki, ale na przykład o maile do wydawcy. Pracując w wydawnictwie, które zajmowało się obyczajówką, dostawałam czasem propozycje literatury dziecięcej, której w ogóle nie prowadziliśmy. Ktoś nawet nie zrobił porządnego researchu. Ludzie pisali cokolwiek w tych mailach, mieli źle skonstruowane biogramy i streszczenia.

Z drugiej strony w self-publishingu wielu autorów nie miało podstawowej wiedzy o procesie wydawniczym czy marketingu. Książki, które wydawali, miały potencjał, ale były po prostu niedoszlifowane.

Chciałam się takimi autorami zaopiekować, i wesprzeć ich swoją wiedzą. Jeśli ktoś myśli o wydawnictwie, pomóc dopracować propozycję wydawniczą. Jeśli ktoś myśli o self-publishingu, to wyjaśnić dokładnie, co trzeba zrobić, gdzie są błędy, których można uniknąć. Dać im trochę wiedzy, żeby było im łatwiej. Bo pomimo tego, że mówię tak dużo o analizowaniu, o danych, to mam przede wszystkim ogromne pokłady empatii i współczucia do osób, które bardzo chcą wydać książkę, a które popełniają czasem proste błędy, oddalające ich od czytelników. Padają ofiarą braku wiedzy, sprzecznych informacji.

Najpierw pracowałam jako freelancerka z autorami, redagowałam, recenzowałam, doradzałam, organizowałam pierwsze kursy self-publishingowe, a w międzyczasie kończyłam ten doktorat. Kiedy go oddałam, pomyślałam, że to dobry moment, żeby zaprosić do współpracy inne osoby. Bo też nie wiem wszystkiego o literaturze i rynku książki. Pracuję głównie z literaturą piękną, obyczajówką i fantastyką, ale kompletnie nie znam się na literaturze dziecięcej, na kryminale, nie uważam się też za ekspertkę od non-fiction. Zaprosiłam do współpracy osoby, które mają bardzo podobne przekonania i zgadzają się z misją Twardej Oprawy. Są to redaktorzy, z którymi kiedyś współpracowałam. Wiedziałam, że wykonują tę pracę przede wszystkim dobrze i że mają w sobie dużo empatii wobec autora. Nie będą na przykład nieprzyjemni wobec autorów. To było dla mnie od początku bardzo ważne.

Wspominałaś o różnych możliwościach, które autorzy mają. Chciałam cię zapytać, kiedy lepiej jest się zdecydować na wydawnictwo, a kiedy na self-publishing? Jakie wady i zalety ma jedno i drugie rozwiązanie?

To pytanie bardzo często pada ze strony autorów, ale ja nie jestem w stanie powiedzieć, że wydawnictwa są dobre, a self-publishing jest zły. Nie mogę też powiedzieć, że wydawnictwo jest zawsze dobre w tej sytuacji, a self-publishing dobry w takiej. Zawsze staram się skroić strategię indywidualnie pod każdego autora. Kiedy autor zadaje mi takie pytania, to pytam go o cel wydawniczy – co jest dla niego najważniejsze w tym wszystkim. Jeśli np. zależy mu na tym, żeby książka była wydana dokładnie tak, jak chce, to wtedy opcją jest self-publishing. I także wtedy, gdy zależy mu na nieco wyższych zarobkach i nie chce się dzielić marżą. Jeśli zależy mu na dotarciu do szerokiego grona czytelników, wtedy szybciej to zrobi przez wydawnictwo. Zawsze zaczynamy od zbadania indywidualnego celu, bo to wydaje mi się kluczowe.

Potem pytam o czas. Wielu twórców, myślących o self-publishingu, podchodzi do sprawy dość optymistycznie. Myślą: “OK, ta książka jest napisana, teraz ją tylko trzeba wydać”. No i okazuje się, że to “teraz ją tylko trzeba wydać” zajmuje w najlepszym razie pół roku i trzeba znaleźć na to czas. Kiedy na przykład widzę autorkę, która jest debiutantką, ma trójkę małych dzieci, pracuje na etacie i myśli o self-publishingu, to myślę, że ciężko jej będzie ten czas znaleźć. To jest bardzo istotny czynnik w wyborze pomiędzy wydawnictwem a self-publishingiem.

Trzecią sprawą są kwestie finansowe. Jeśli ktoś chce zainwestować i myśli o self-publishingu jako o inwestycji – włoży gotówkę, zaplanuje dokładnie pracę i oczekuje zwrotu – to w porządku. Ale jeśli ktoś nie ma na koncie kwoty potrzebnej na wydanie, to może podjąć współpracę z wydawnictwem.

Zawsze najpierw zaczynamy od tych pytań i kiedy zaczynają się kształtować pierwsze odpowiedzi, na nich opieramy naszą pracę. Ale generalnie uważam też, że wydawnictwo jest świetnym rozwiązaniem dla osób, które bardzo lubią pisać i chcą, żeby ich praca skończyła się właśnie na pisaniu. Ewentualnie mogą brać udział w wydarzeniach promocyjnych lub promować książki w swoich kanałach społecznościowych, ale traktują promocję jako dodatkowe zajęcie.

Czasami jednak rozmawiam z autorami i widzę po drugiej stronie taki szalony błysk inwestora. “Kurcze,” mówi taka osoba – “No to trzeba zrobić to i to, to kosztuje tyle i tyle, potem bym sprzedała tyle. Tak bym to wypromowała, i mogłabym z tym iść tu i tu”. To jest odpowiednie nastawienie, żeby myśleć o self-publishingu. Są takie osoby, które po prostu się do tego nadają. Mimo tego, że są też twórcami, mają w sobie taką żyłkę przedsiębiorcy.

 

To mi się wydaje o wiele istotniejsze niż np. potencjał sprzedażowy. Mówi się, że jeśli ktoś ma poczytnego bloga, 30 tyś fanów na Facebooku, milion obserwujących na Instragramie, to może spokojnie myśleć o self-publishingu. Mówi się też, że self-publishing jest lepszy dla poradników i trochę tak jest. Łatwiej poradnik wypromować i sprzedać, jeśli pasuje do naszej marki i poczynań zawodowych. Ale mam wrażenie, że decyzja rozbija o te trzy sprawy, o których mówiłam. Miałam raz taką klientkę, która jest bardzo znaną blogerką, ale po wielu wspólnych rozmowach doszłyśmy do wniosku, że dla niej wydawnictwo będzie lepsze, chociaż w self-publishingu by sobie poradziła. Rozchodziło się o czas i o to, na czym chciała się w tym momencie skupić. I nie było to koordynowanie druku i sprzedaży.

Mówiłaś o wydawnictwach tradycyjnych i self-publishingu. Ale jest też sporo takich wydawnictw na rynku, które są takim wyjściem pośrednim. O nich często się mówi “vanity press” – wykładasz swoje pieniądze, ale jest to wydawnictwo. Czy możesz też trochę powiedzieć o takich wydawnictwach? Czy one są w ogóle warte uwagi?

Nie cierpię ich. Kiedy zaczynam mówić o vanity press, pojawiają się we mnie bardzo intensywne emocje. To jest często najbardziej szkodliwe rozwiązanie, przede wszystkim dla samego autora. Wychodzę z założenia, że albo bierzemy na siebie całą odpowiedzialność – finansową, wydawniczą, promocyjną i sprzedażową – i wydajemy książkę samodzielnie, albo znajdujemy dobre wydawnictwo. Dobrego kontrahenta, który zrozumie nas, naszą książkę, naszą wrażliwość i zapłaci za proces przygotowania książki. Zarobimy, wypromujemy się, to jest świetna opcja. Albo tak, albo tak.

Rozwiązania pośrednie, czyli vanity, najczęściej kończą się tym, że ani autorzy nie mają tej wolności, którą daje self-publishing, ani nie zarabiają, ani nie mogą powiedzieć, że wydawnictwie zależy na jakości i wynikach sprzedaży. Często rozmawiamy o tym w grupie, którą prowadzę na Facebooku “Jak wydać książkę”. Większość doświadczeń kończy się tym, że ktoś zapłacił 10 tysięcy, dostał 10 egzemplarzy książki, która niby gdzieś jest w sprzedaży, sprzedało się kilka-kilkanaście kopii, koniec historii. Książka nie była promowana, nie była szeroko dystrybuowana, taki wydawca o nią nie dbał. To są po prostu stracone pieniądze, które mogłyby być włożone w self-publishing. Można było połowę tej kwoty przeznaczyć na wydanie, a połowę na promocję tej książki i osiągnąć kompletnie inny efekt, dotrzeć do czytelników. Więc to jest rozwiązanie najgorsze z możliwych, które nie przynosi ostatecznie żadnych korzyści.

Na koniec chciałam cię poprosić, żebyś podzieliła się jedną taką prostą radą dla debiutantów, których to wszystko może przeraża? Gdybyś mogła poradzić jedną rzecz osobie, która myśli o debiucie, to co by to było?

Problem jest taki, że ja nie wierzę w proste rady. Prostych rad nigdy nie można zastosować do wszystkich. Ja bym odwróciła to pytanie i powiedziała tak: jeśli twoja książka jest już napisana – bo dopiero wtedy jest dobry czas, żeby myśleć o wydaniu – to należy zastanowić się nad swoim celem. Co chcesz dzięki niej osiągnąć, na czym Ci najbardziej zależy? I dopiero na tej podstawie podejmować dalsze decyzje. Są takie ścieżki, które wydają się atrakcyjne dla kogoś innego, ale nie są dla nas. Być może zabrzmi to bardzo coachingowo, ale odpowiedź na to, co zrobić dalej z książką, każdy pisarz ma w sobie.

Dziękuję za rozmowę!

Kinga Rak jest redaktor naczelną i twórczynią Twardej Oprawy. Uwielbia redagować prozę środka, książki literackie, powieści obyczajowe, podróżnicze i fantastykę. Z wypiekami na twarzy czyta niewydane (jeszcze) manuskrypty, szukając tekstowych miejsc do rozwoju i poprawy. Ale najbardziej kocha rozmowy z autorami, w trakcie których znajduje z nimi najlepsze rozwiązania i ścieżki wydawnicze. Doktor nauk humanistycznych. Badaczka literatury współczesnej i nauczycielka akademicka. Współpracowała m.in. z Wydaje.pl, wydawnictwami Otwartym, Helion, OSM, Ridero oraz z dziesiątkami niezależnych pisarzy. Publikowała w: Kwartalniku literackim „FA-art”, „Sztuce Edycji”, „Opcjach”, „ArtPapierze” i wielu innych. Twórczyni autorskich warsztatów dla self-publisherów i osób chcących publikować w tradycyjnym wydawnictwie. Mówczyni TEDxKatowice i prelegentka na wielu konferencjach.


2 Komentarze

Anna · 10 stycznia 2019 o 14:04

Bardzo ciekawy i przydatny wywiad! Potrzebowałam takiej właśnie wiedzy w pigułce. Dziękuję 🙂

    Marta Marecka · 10 stycznia 2019 o 15:25

    Bardzo się cieszę! W ogóle polecam też newslettery i wyzwania Kingi, bo tam jest naprawdę mnóstwo przydatnych informacji 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *