W pisaniu nie ma reguł – są tylko konsekwencje. Oto konkluzja, do której doszłam po przeczytaniu wielu podręczników pisarskich oraz wielu książek.

Kiedy uczymy się pisania, często słyszymy mnóstwo zasad, które są nam przekazywane niczym prawdy objawione. “Powieść musi mieć trzy główne punkty zwrotne i muszą się one wydarzyć kolejno w jednej czwartej, w połowie i w trzech czwartych książki”. No chyba, że tą książką jest Zdrój Klickiej. “W tekście nie można nadużywać przymiotników.” A jednak Dworzec Perdido Mieville’a, książka, z której wylewają się przymiotniki, jest międzynarodowym bestsellerem i została uhonorowana nagrodą Arthura C. Clarke’a. “Książki nie piszemy w drugiej osobie” – i tu wchodzi N.K. Jemisin, laureatka Hugo i Nebuli, cała na biało. “W tekście pisanym nie wolno używać kolokwializmów”, „powtórzenia są złe”, „sceny muszą mieć punkty zwrotne” – mogłabym wymieniać w nieskończoność. Zaręczam jednak, że za naruszenie tych reguł nikt nie rekwiruje laptopów.

Bo tak naprawdę w pisaniu nie ma reguł. Wolno wszystko. Problem w tym, że wszystko ma też swoje konsekwencje. Użycie (lub nieużycie) każdego narzędzia ma wpływ na czytelnika. Na przykład brak zwrotów akcji w określonych miejscach książki jest częsty w literaturze pięknej, ale musimy mieć świadomość, że bez nich nasza historia może wytracić tempo. Warto ich brak zrekompensować innymi środkami – Klicka robi to np. bardzo przemyślaną konstrukcją scen – albo pogodzić się z faktem, że znudzimy czytelnika. Kwiecisty styl może zmęczyć naszego odbiorcę, chociaż może też bardziej wpływać na jego zmysły albo oddawać charakter bohatera. Pisanie powieści w drugiej osobie jest bardzo trudne i ryzykujemy, że powstanie nam pretensjonalny gniot. Z drugiej strony możemy stworzyć dzieło unikalne. Kolokwialny język w tekście prawdopodobnie zniechęci tradycyjnych czytelników i może sprawić, że książka zdeaktualizuje się za kilka lat. Ale może też budować atmosferę powieści, osadzać ją w konkretnych czasach i ułatwiać więź z czytelnikiem. Nie ma reguł – tylko konsekwencje.

W moim odczuciu dobry pisarz to taki, który te konsekwencje zna. Zna swoje narzędzia, zna czytelnika i za pomocą narzędzi gra na czytelniku tak, jak chce. Wie, że jeśli użyje tego słowa, to zadowoli odbiorcę, jeśli innego, to go zszokuje, a jeśli trzeciego, to go zirytuje. I czasem decyduje, że chcę zirytować. Dobry pisarz nie jest niewolnikiem reguł. Jest ich panem.

Chcesz uczyć się ze mną pisania historii? 20 lipca w Krakowie (godz. 16-19) organizuję, po raz ostatni w tym roku, warsztat “Jak znaleźć historię”. To warsztat dla Ciebie jeśli już piszesz i potrzebujesz inspiracji, albo jeśli dopiero zaczynasz, ale wydaje ci się to niemożliwe i nie masz nawet pomysłu. Wyjdziesz z gotowym zarysem historii i kilkoma gotowymi tekstami. Uczestnicy poprzedniego warsztatu pisania historii, który prowadziłam, wystawili mu średnią ocenę 5,64 (na 6). Zapisy tutaj.


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *