Kiedy piszę te słowa, siedzę sobie w mojej ulubionej kawiarni Lokator na Kazimierzu. Warunki są wielce instagramowe, ale nie wrzucę zdjęcia na Instagrama. Ani na Fejsa. Ani na nic innego. Robię sobie przerwę od mediów społecznościowych. Wypoczywam od zgiełku. Więcej pracuję z domu, żeby unikać bodźców w pracy. Robię sobie post od rozpraszaczy.

Skłoniły mnie do tego dwie rzeczy. Po pierwsze zalecenie lekarzy, którzy kazali mi zwolnić i unikać stresu. Po drugie, kiedy dwa tygodnie temu weszłam na fejsa i zobaczyłam tony wiadomości, powiadomień i innych migaczy, które krzyczały do mnie, to poczułam, że nie jestem w stanie im podołać. Ten przymus – śledzenia, lajkowania, followania, sprawdzania, odpowiadania, serduszkowania, produkowania kontentu, patrzenia, czy kontent łapie i czy są zasięgi – wywołał we mnie całkiem dosłownie mdłości. Więc włączyłam blokadę na media społecznościowe i zaszyłam się w moim pokoju. Jeszcze tego samego dnia napisałam nowy tekst.

Jung i jego twierdza

Samotność jest błogosławieństwem. Sezonowe odcięcie od ludzi i bodźców jest w moim odczuciu potrzebne dla ciała, ale też dla pisania – kreatywnego i naukowego. Carl Jung regularnie odcinał się od bodźców, kiedy pracował. W wiosce Bollingen nad jeziorem wybudował zameczek, w którym okresowo się zaszywał. Swój czas dzielił pomiędzy samotniczymi wypadami do swojej twierdzy, gdzie nie miał nawet prądu, a pracą z ludźmi w Zurychu, kiedy obserwował, wchodził w interakcję, słuchał, wykładał i udzielał się. Carl Jung miał głowę na karku. Wiedział, że inni ludzi są niezbędni w procesie twórczym – są źródłem inspiracji i feedbacku. Ale jest też taki czas, kiedy musimy być sami. Akt pisania, zintegrowania wszystkiego, co przyjęliśmy i przelania tego na papier, wymaga izolacji – skupienia się na sobie i na tekście.

Lek na kreatywne zastoje

Myślę, że przyczyną wielu problemów, które mamy z pisaniem jest nadmiar bodźców. To problem zarówno pisarzy kreatywnych, jak i akademickich. Żeby stworzyć sensowny tekst człowiek po prostu potrzebuje tego czasu, kiedy nic nie woła o naszą uwagę i nikt od nas niczego nie chce. Kiedy nic nie miga na ekranie, nikt nie woła, nie pyta, nie każe wypełnić wniosku dla pani Wiesi z administracji i rozwiązywać problemów na wczoraj. Dlatego tak dobrym pomysłem są okazjonalne okresy izolacji. To może być tydzień, czasami dwa miesiące, czasami nawet godzina dziennie. Godzina, gdzie jesteśmy sami ze sobą i możemy się skupić. Godzina, kiedy nikt do nas nie gada i nie ocenia. Warto wywalczyć sobie taki czas. Dla mnie te okresy samotności – krótsze i dłuższe – są jak powietrze.

Wierzę, że życie podlega cyklom. Jest czas bycia z innymi ludźmi i czas samotności. Czas milczenia i czas mówienia. Ostatnio coraz częściej mam ochotę milczeć. Siedzieć w kawiarni z psem przy nogach i nikomu nie zdawać z tego relacji. Nie czytać komentarzy. Nie reagować. Po prostu być.

Do 15 września nie będzie mnie na Facebooku ani na Instagramie. Jeśli chcecie mieć ze mną kontakt w czasie wakacji, to co dwa tygodnie będę nadal wysyłać moje newslettery:
Zapisy
tu

We wtorki na blogu będą się też pojawiały w miarę regularnie posty, chyba że będę miała ochotę pomilczeć jeszcze bardziej albo zaszyję się w jakimś miejscu bez internetu :).

20 lipca robię w Krakowie warsztaty pisania historii – zostało na nie jeszcze kilka miejsc. Można się na nie zapisać tutaj.
Kolejne warsztaty – dopiero na jesieni 🙂


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *