Przeczytałam ostatnio fatalną książkę. I mnóstwo się przez to nauczyłam. Na pewno słyszeliście milion razy, że żeby pisać, trzeba czytać dobrą literaturę. To prawda. W ten sposób możemy podpatrzeć triki najlepszych pisarzy i widzimy, jak wyglądają poprawnie zastosowane techniki literackie. Ale moim zdaniem dobrze jest też zobaczyć, co się dzieje, kiedy te techniki nie działają. W dobrze zrobionym tekście często nie widać szwów. Kiedy czytam świetną książkę, zapominam o technice – daję się porwać autorowi. Dlatego dobrze jest czasem zestawić dobry kawałek literatury z fatalnym i zastanowić się, co odróżnia jeden od drugiego.

Notatki z fatalnych lektur

Przy takim czytaniu dobrze jest robić sobie notatki, zaznaczać fragmenty, które najbardziej wybijają nas z rytmu i analizować tekst tak, jakbyśmy przygotowywali się do bardzo wnikliwej recenzji. I warto jest wręcz taką recenzję sobie napisać. Zwrócić uwagę na dobre i złe aspekty książki. Zastanowić się nad fabułą – czy ma sens? Czy nie ma w niej dziur? Czy autor dobrze zdecydował, które wydarzenia pokazać czytelnikowi, a o których tylko napomknąć? Co z bohaterami? Czy są przekonujący? Czy wydają się prawdziwi? Dlaczego? Co ze scenami? Jak są zbudowane? Jak się zaczynają i kończą? Jak zaczyna się i kończy cała książka? Jak pokazane są emocje? Jak zrobione są opisy? Czy łatwo sobie wyobrazić miejsce akcji i bohaterów? Dlaczego? Czy tekst oddziałuje na zmysły? Kiedy odpowiemy sobie na te pytania, skompilujemy bardzo konkretną listę problemów z daną powieścią.

Zabawa w redaktora

Kolejnym etapem czytania złej książki jest zastanowienie się, w jaki sposób można ją naprawić. Nie jest sztuką przejechać się po kiepskim tekście. Sztuką jest wiedzieć, jak z kiepskiego tekstu zrobić dobry. Tutaj przydatne będą notatki, które zrobiliśmy w trakcie lektury. Warto przyjrzeć się wszystkim problemom, które zauważyliśmy i wymyślić do nich rozwiązania. Jeśli bohaterowie są zupełnie płascy, to możemy przeanalizować ich przekonania, pragnienia, przeszłość, wady i zalety i sprawdzić, czy wszystkie te elementy składają się w spójną całość (o konstrukcji bohatera więcej tu: wpis 1, wpis 2). Możemy też pomyśleć głębiej nad ich motywacją, wartościami i kompetencjami. Jeśli opis jest bezbarwny, to może dodanie jednego charakterystycznego detalu albo celnego porównania wlałoby w niego życie. Dobrze jest też przyjrzeć się, co w tekście wyszło i pomyśleć, jak można te dobre elementy podkreślić. W ten sposób wchodzimy w rolę redaktora i uczymy się patrzeć na kiepskie teksty w sposób konstruktywny.

Nauka ze złych książek

Dlaczego takie ćwiczenie jest przydatne? Po pierwsze dlatego, że uczymy się na cudzych błędach. Możemy słyszeć, że bohaterowie nie powinni w dialogach tłumaczyć sobie rzeczy, które już wiedzą, ale zrozumiemy to dopiero, kiedy sami przeczytamy taki dialog i ta prawda uderzy nas piąchą w twarz. Po drugie zabawa w redagowanie złych książek przyda nam się, kiedy będziemy pracować nad własnym tekstem. Wszyscy przecież piszemy szajs i wszyscy musimy swój szajs poprawiać. Jeśli patrzymy na książki/artykuły/opowiadania/wpisy tylko w kategoriach „fajne – podoba mi się” albo „niefajne – nie podoba mi się”, to jak poradzimy sobie z problemami, które nieuchronnie pojawią się w naszych tekstach? A warto pamiętać, że te redaguje się nieporównanie ciężej niż prace jakiejś obcej osoby, z którą nie mamy żadnego związku emocjonalnego.

Pochylić się nad niedopieczonym

Nic nie nauczyło mnie o pisaniu tyle, co redagowanie cudzych tekstów. Moje artykuły naukowe są dużo bardziej zrozumiałe, odkąd sama jestem recenzentką. Praca trenerki pozwoliła mi być lepszą blogerką i lepszą pisarką. Warto czytać doskonałe, wypieszczone literacko dzieła, bo to karmi nas jako artystów, uczy nowych technik i pokazuje, co jest możliwe. Ale warto też pochylić się z uwagą nad tym, co jeszcze niedopieczone i trochę koślawe. Zła literatura może nas wiele nauczyć o dobrej literaturze.


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *