Mój tata mawia, że w życiu trzeba być konsekwentnym. Mój tata to mądry człowiek, ale tu się nie zgadzamy. Mi się wydaje, że w życiu to nic nie trzeba. A jeśli już, to raczej zachować równowagę pomiędzy konsekwencją a niekonsekwencją. Konsekwencja jest dobra. Może pomóc nam przetrwać trudne chwile i doprowadzić nas tam, gdzie mniej wytrwali nie mieli szans dojść. Ale bywa też pułapką.

Konsekwencja zakłada sztywność działania.

Tak postanowiliśmy, więc tak trwamy. Tylko że czasem zmieniają się warunki, a nasze postanowienia już nam nie służą. Chcieliśmy biegać, ale to rujnuje nam kolana. Chcieliśmy pójść na terapię, ale wybrany terapeuta okazuje się bęcwałem, na którego tracimy pieniądze. Konsekwencja trzyma nas w kijowych związkach, złych pracach i niekorzystnych sytuacjach. Ta odrobina niekonsekwencji, zerwanie przyrzeczenia, wycofanie się z postanowień mogłaby nas ocalić.

Miałam taki moment w życiu, kiedy konsekwentnie wstawałam o szóstej rano, uprawiałam jogę, pisałam i medytowałam. Codziennie. Przez trzy lata. Cudownie, nie? Powinnam dojść na szczyty oświecenia. Ale w pewnym momencie ta rutyna zaczęła mnie dobijać. Za mało spałam. Rzeczy, które zawsze były dla mnie źródłem stabilności i radości, stały się ciężarem – kolejnym zadaniem na bardzo, bardzo długiej liście spraw do załatwienia. Więc przestałam. Zaczęłam pisać i ćwiczyć wtedy, kiedy miałam na to ochotę. Nie wyobrażacie sobie, jak wielka to była ulga. Odrobina niekonsekwencji zmieniła mi życie na lepsze.

Konsekwencja może też nas przytłaczać i hamować.

Mam wrażenie, że ludzie często nie podejmują dobrych decyzji, bo boją się, że będą już musieli się ich konsekwentnie trzymać. To może dotyczyć hobby – nie zacznę pisać, nie pójdę na kurs malarstwa i nie kupię karnetu na siłownię, bo co, jak mi się nie spodoba? Często dotyczy to też kwestii etycznych. Mówiąc „w życiu trzeba być konsekwentnym”, zakładamy, że lepiej być konsekwentnie dupkiem niż niekonsekwentnie dobrą osobą. I myślę, że podświadomie w to wierzymy. Nie próbujemy: ograniczać kupowania produktów made in China, zmienić diety na bardziej roślinną i lepszą dla środowiska, wyeliminować plastikowych opakowań, kupować bardziej lokalnie, wspierać organizacji dobroczynnych. Bo przecież nie zrobimy wszystkiego, nie damy rady, nie będziemy w tym konsekwentni. Chuja warta jest ta cała konsekwencja, serio. Jestem przekonana, że 90% ludzkości robiącej niekonsekwentnie i niedoskonale coś dobrego dla świata może zmienić go bardziej niż ten 1% perfekcjonistów, co wszystko robią konsekwentnie.

Dlatego postanowiłam pozwalać sobie na niekonsekwencję. Na dawanie z siebie tyle, ile mogę. Wierzę, że to lepsze niż nie dawać nic. Kiedy boję się czegoś, to myślę sobie, że wcale nie muszę robić tego konsekwentnie. Mogę być niekonsekwentną pisarką, niekonsekwentną blogerką, niekonsekwentną joginką, niekonsekwentną weganką, niekonsekwentną aktywistką. Lepsze to niż konsekwentne siedzenie na dupie.


2 Komentarze

Patryk Tarachoń · 30 stycznia 2019 o 20:40

Bardzo mi się podoba. Konkretny punkt widzenia i świetnie przedstawiony temat. Super!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *