Jak wiele kobiet, byłam wychowywana na grzeczną dziewczynkę i grzeczna dziewczynka nadal jest we mnie. Grzeczna dziewczynka cały czas martwi się o to, co myślą inni, czy wszyscy ją lubią i czy jesy w porządku. Grzeczna dziewczynka cały czas się stara i cały czas wszystkich zadowala. Jest „skromna” i wyzbyta egoizmu.

Bycie grzeczną dziewczynką to piekło. Uczenie nas, że egoizm jest zły i że powinniśmy stawiać potrzeby innych ponad swoimi to najgorszy rodzaj zniewolenia. Warto być uważnym na drugiego człowieka. Niefajnie być kutasiarzem. Ale nawet dekalog mówi: „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego.” Nie: „bardziej niż siebie samego.”

Grzeczne dziewczynki trwonią swoją wiedzę, swoje talenty, swoją kreatywność i swoje siły witalne na innych. Poprawią tekst koleżanki zamiast napisać swój. Pomogą innym, kiedy powinny zająć się sobą. Aż w końcu usychają. Nie zostaje w nich nic poza niewypowiedzianym żalem i pasywną agresją (bo aktywnej agresji nie wypada pokazywać). Bycie grzeczną dziewczynką rujnuje kreatywność, stopuje kariery i pozbawia nas tego, co nam się słusznie należy. Czyni z nas ludzi drugiego planu.

Bycie grzeczną dziewczynką jest zabójcze szczególnie dla pisania. Zorientowałam się, że tak jest, kiedy przez rok prokrastynowałam pracę nad artykułem kluczowym dla rozliczenia mojego grantu, bo siedziałam nad projektami innych ludzi i tekstami, w których nie byłam pierwszym autorem. Grzeczna dziewczynka czepia się też mojej pracy trenerskiej (Czy to tak wypada uczyć ludzi pisania? I czy wypada brać za to pieniądze?) i uwzięła się na moje pisanie literackie. No bo jakże to. Poświęcać czas na coś, co po prostu jest przyjemne. Co za fanaberia.

Od roku chodzę na terapię, żeby przymknąć tę małą zdzirę. Chcę wierzyć, że moje pisanie, moje szczęście i moje spełnienie mają większą wartość niż to, czy wszyscy będą ze mnie zadowoleni. Poświęcanie się dla innych – o ile naprawdę, naprawdę tego nie chcemy – jest destrukcyjne i upierdliwe dla otoczenia. Bo grzeczne dziewczynki tylko pozornie są słodkie. One mają oczekiwania. Liczymy na to, że skoro my się poświęcamy, to inni poświęcą się dla nas. Albo przynajmniej oczekujemy wdzięczności. A większość osób ma w pompie nasze poświęcenie. Albo nie chce emocjonalnego ciężaru, który się tym wiąże. I z pewnością nie chce naszych fochów.

Moja grzeczna dziewczynka trzyma się mnie pazurami. Ale osiągam małe zwycięstwa. Stawiam granice, odmawiam pomocy, kiedy jestem na urlopie. I czuję, że daję sobie przestrzeń na moją kreatywność i na to, żeby się napełnić. Bo tylko pełna mogę dać z siebie coś naprawdę wartościowego.


12 Komentarzy

Adam · 22 sierpnia 2019 o 13:17

Świetnie napisane. Grzeczni chłopcy mają dokładnie tak samo 🙂

    Marta Marecka · 22 sierpnia 2019 o 20:22

    Dzięki! I trzymam kciuki za uwolnienie się od grzecznego chłopca! 🙂

Ada · 22 sierpnia 2019 o 12:59

Heh… Jak dobrze to znam 🙁 Mnie przymykanie ‘grzecznej dziewczynki’ nie pomagało – okazała się bardzo agresywna i atakowała mnie od środka… Ale odkąd zaczęłam z nią rozmawiać, to jest coraz lepiej 🙂

Marta · 22 sierpnia 2019 o 11:07

Mój syn uczy się teraz pływać i robi to w skrzydełkach. Ale nie może w nich nurkować… i jest naraz bezpieczny i “zabezpieczony” przed najwiekszą przyjemnością z pływania, czyli nieskrępowaną wolnością w wodzie.
I tak sobie myślę, że Twoja grzeczna dziewczynka też może mieć funkcje “zabezpieczająca”. Bo gdy postawisz swoje pisanie na pierwszym miejscu, to musisz się liczyć z konsekwencjami: czyimś niezadowoleniem (bo tyle razy poprawialaś i odmówiłaś), ocenianiem (jak możesz najpierw zajmować się sobą!). Ale gdy się naszą grzeczną razem ze skrzydełkami zostawi na brzegu, jest, owszem, niepokój, jest adrenalina, ale potem – już czysta radość.
Ja piszę dla tej radości; i uczę pisać (za pieniądze 😉 ) dla tej radości. Gdy ją mam, mogę ją dawać innym, ale najpierw muszę pokochać i przyjąć pisanie jako coś, w czym jestem świetna i bez czego mnie nie ma, i to nie ma nic wspólnego z egoizmem. Tylko z napełnianiem – jak w Twojej puencie.
Tak sie rozpisałam, ale poruszył mnie Twój tekst. Spotykam wiele osób, dla których pisanie dla samej radości łączy się z jakimś poczuciem winy, z myślą, że to egoizm, i widzę, jak bardzo im z tym źle – więc z całego serca życzę Ci, żebyś zanurkowała w Twojej pięknej głębi słów, w dobrej pisarskiej samotności, bez grzecznych dziewczynek i urażonych odmową koleżanek w pobliżu.
Bo dla nas, piszących, to jest najlepsze miejsce na świecie 🙂

    Marta Marecka · 22 sierpnia 2019 o 20:31

    Dziękuję Ci bardzo za ten komentarz. Czuję, że jest dokładnie tak, jak mówisz. Grzeczne dziewczynki boją się nie być grzeczne, bo czasami trzeba radzić sobie właśnie z czyimś niezadowoleniem albo przeprowadzić trudną rozmowę.

    Myślę, że to ogromny problem dla wielu osób. W ogóle mam wrażenie, że w uczeniu się pisania ogromną część stanowi praca ze swoimi barierami psychicznymi. Największe problemy z pisaniem, z jakimi się zmagałam, siedziały w głowie, nie w tekście.

Kika · 22 sierpnia 2019 o 10:09

Marta, dziękuję za ten tekst.

Alicja · 22 sierpnia 2019 o 09:40

Od 15 lat noszę w sobie historię, która chce wyjść na wolność, chce rozlać się tuszem po papierze a nie mogę… grzeczna dziewczynka nie pozwala… 🙁

    Marta Marecka · 22 sierpnia 2019 o 10:43

    🙁 Bardzo mi przykro. Ale trzymam kciuki, żeby udało się zamknąć tę mendę w szafie, a wypuścić historię. Ściskam bardzo mocno!

Joanna · 13 sierpnia 2019 o 13:41

Cudny tekst, cudny i smutny, i bardzo prawdziwy, i jeszcze taki głęboki, bo tak, poświęcający się zawsze chcą coś w zamian, choć często nie są tego świadomi. Moja mała zdzira też jest zawsze gdzieś blisko, i tylko czeka na jakąś chwilkę mojej słabości. Jeśli wypracujesz jakąś skuteczna strartegię spieprzania małej zdzirze, daj znać 🙂

    Marta Marecka · 14 sierpnia 2019 o 10:26

    Dzięki śliczne za komentarz! Jak znajdę strategię, będę się dzielić! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *