Moja koleżanka z pracy chodzi na kurs pisania akademickiego. Na tymże kursie dowiedziała się, że w naukowym stylu pisania najważniejsze to brzmieć mądrze. W związku z tym należy pisać zawile, używać nominalizacji (zamiany czasowników na rzeczowniki, np. „Nastąpiła prezentacja zadania uczestnikom” zamiast „Zaprezentowaliśmy zadanie uczestnikom”), oraz tyle strony biernej, ile wlezie (nie piszemy, że my coś zrobiliśmy, ale że „zostało zrobione”).

Jestem pewna, że nauczycielka mojej kumpeli ma dobre intencje, ale niestety dobre intencje nie zwalniają ludzi z odpowiedzialności za pieprzenie głupot. W czasopismach z listy A publikuję zaledwie od kilku lat, ale mogę stanowczo stwierdzić, że stosując powyższe porady aktywnie szkodzimy swoim publikacjom i zmniejszamy sobie H index. Celem tekstu naukowego nie jest “brzmieć mądrze”. Żeby zrozumieć dlaczego, warto zadać sobie dwa podstawowe pytania:

Kim jest nasz czytelnik i jaką jego potrzebę zaspokajamy naszym tekstem? Innymi słowy, kto czyta nasze artykuły naukowe i po co?

Odpowiedź na te pytania jest prosta jak drut. Kto czyta? Redaktorzy czasopisma, gdzie chcemy publikować, recenzenci, a po publikacji – koledzy po fachu. Co wiemy, o tej populacji? Że są to ludzie zmęczeni, przepracowani i w permanentnym niedoczasie. Po co nas czytają? Po informacje. Chcą poznać nasze teorie i nasze eksperymenty po to, żeby je ocenić (recenzenci, redaktor) albo wykorzystać w swojej pracy (koledzy po fachu). Czego nie chcą? Ślęczeć nad tymi tekstami w nieskończoność. Bo mają 50 innych artykułów do przeczytania i zadań do zrobienia, a chcą też czasem zobaczyć swoje rodziny. Co im w tym przeszkadza? Problemy ze zrozumieniem tekstu. A kiedy tekst jest trudny do zrozumienia? Kiedy jest zawiły, pełen nominalizacji, bezosobowy i oparty na stronie biernej. Stosując złote rady z kursów pisania akademickiego, drażnimy swoich czytelników.

Dlaczego nie należy drażnić czytelników?

Tu odpowiedź też jest prosta – ponieważ od tych czytelników zależy nasze być albo nie być. „Publikuj albo giń” oznacza w praktyce „daj się czytać albo giń”. Jeśli zirytujemy edytora popisami stylistycznymi, spod których trudno wyłowić podmiot i orzeczenie, to tylko jedno kliknięcie dzieli nas od wyrzucenia z systemu. Podobnie sprawa się ma z recenzentami. Recenzuję czasem artykuły naukowe i kiedy ktoś zadręcza mnie zdaniami na pół strony, pokusa wciśnięcia “reject” albo przynajmniej “major revision” jest trudna do opanowania. Autor jakiegokolwiek artykułu naprawdę nie musi udowadniać mi swojej inteligencji. Zrobił badanie, pracuje w akademii, zakładam, że nie dostał się tam przez przypadek. Jako recenzentkę nie interesuje mnie też, czy zna fajne słowa i złożone konstrukcje gramatyczne. Jak będę chciała poobcować z pięknem angielskiej składni, to poczytam sobie Joyce’a. W artykule naukowym interesuje mnie przede wszystkim treść – jakie jest to opisywane badanie, czy metodologicznie sensowne, czy coś wnosi i czy zaplecze teoretyczne trzyma się kupy. Warstwa tekstowa, o ile nie zaczyna się od „Elo ziom”, jest mi całkowicie obojętna. Poza jednym przypadkiem – kiedy utrudnia mi zrozumienie artykułu i wykonanie mojej pracy. Wtedy jestem ździebko podirytowana.

Ale załóżmy nawet, że recenzent ulituje się i puści do publikacji trudny do czytania tekst. Pozostaje jeszcze kwestia czytelników, którzy mają wpływ na rzeczy niezwykle cenne dla budowania kariery naukowej – cytowania. W mojej dziedzinie publikuje się dziennie dziesiątki artykułów. Jeśli mój nie nadaje się do czytania, to niewielkie są szanse, że ktoś poświęci mu czas, zrozumie i wypromuje go. Jeszcze mniejsze, że zacytuje w swoim tekście. Czytelnik stoi na pierwszym miejscu. Zawsze. Ale przede wszystkim w tekstach naukowych.

Podsumowując, teksty, które mają największe szanse na publikację i zainteresowanie czytelników, to teksty zrozumiałe. Piszmy to, co mamy na myśli, bez owijania w bawełnę, prosto, zwięźle i precyzyjnie. W przyszłym tygodniu pokażę Wam, jakich zasad się trzymać, aby to osiągnąć i jak redagować artykuł, żeby był bardziej zrozumiały. Będą przykłady z życia!



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *