Budzę się i wychodzę spod ciepłej kołdry. Mój pies, rozwalony na pół łóżka, burczy, że zakłócam mu sen. Ubieram szlafrok i przez najbliższe pół godziny, jeszcze lekko zaspana, piszę w zeszycie A4 wszystko, co przychodzi mi do głowy tak długo, aż zapełnię dokładnie trzy strony. Zapisuję, jak się czuję. Zapisuję obsesyjne planowanie mojego dnia i to, że denerwuję się najbliższym deadlinem i kiedy w sobotę zrobię zakupy i czy na obiad ma być fasola i że zapomniałam kupić proszek do prania, szlag by to trafił, brudne gacie będą leżały nieuprane do jutra. Julia Cameron, która po raz pierwszy opisała tę praktykę w książce Droga Artysty, nazywa ją Porannymi Stronami. Moja koleżanka nazywa ją Porannymi Rzygami.

Dla większość osób, które nigdy tego nie robiła, „Rzygi” są absurdalnym nawykiem.

Wstawać pół godziny wcześniej, żeby zapisywać trzy strony A4 miałkim gównem, który nasz mózg produkuje o godzinie 6.30? A jednak regularnie od czterech lat wracam do wypluwania z siebie owego miałkiego gówna co rano. Rzygi, nie rzygi – te trzy strony A4 to podstawowa rzecz, która utrzymuje mnie w równowadze. Niektórzy ludzie medytują, ja medytuję na papierze.

Bo chociaż treść Porannych Stron często jest trywialna, to idea, która za nimi stoi, jest bardzo głęboka.

Spisywanie swoich myśli to dla mnie czas, kiedy wchodzę w kontakt ze sobą i uważnie się sobie przyglądam. Moje trzy strony są nudne, kiedy jestem znudzona. Są obsesyjne i gorączkowe, kiedy ja jestem rozgorączkowana. Są spokojne i mądre, kiedy jestem w równowadze. Wtedy też są kopalnią pomysłów na kreatywne projekty. Moje trzy strony A4 to genialne narzędzie diagnostyczne. Dosadnie pokazują mi, z czym się zmagam i jaką decyzję muszę podjąć. Kiedy miałam jeszcze inną pracę, codziennie przez całe miesiące pisałam w swoim zeszycie dokładnie to samo: „nie chcę tu być, nie chcę tu być, muszę zmienić pracę”. Mój umysł wysyłał mi sygnały SOS, a ja nie miałam możliwości ich zignorować, ponieważ co rano poświęcałam pół godziny, żeby cierpliwie je zarejestrować na papierze.

Zapisywanie codziennie trzech stron A4 wszystkim, co tylko przychodzi nam do głowy, ma jednak jeszcze jedną, ogromną zaletę dla pisarzy:

Przyzwyczaja nas do pisania jako czynności całkowicie użytkowej

O godzinie 6.30 naprawdę nie mam ochoty silić się na piękne zdania. Po prostu piszę to, co mam w głowie. To niezwykle ożywcze. Rzygi jak to rzygi – nie muszą być piękne ani wzniosłe, żeby spełniać swoją rolę. Nikt ich nie ogląda. Praktykowanie Porannych Stron było dla mnie pierwszym doświadczeniem pisania zupełnie bez presji – i było to doświadczenie przełomowe. Lekkość i łatwość, którą nabyłam przy stronach przeniosłam potem na inne projekty pisarskie. Piszę bardziej lekko, sprawniej, szybciej i po prostu lepiej.

Więc wstaję co rano, budzę psa i zapisuję trzy strony A4, rzeczami, które zupełnie nie mają sensu. I z czystym umysłem idę zmagać z resztą dnia.

TRZY ZASADY PORANNYCH STRON A.K.A. PORANNYCH RZYGÓW WG JULII CAMERON
1) Robi się je bezpośrednio po wstaniu, niezależnie od tego, czy chce nam się czy nie
2) Zawsze zapisuje się dokładnie trzy strony A4, ręcznie, metodą strumienia świadomości
3) NIKT nie ma prawa ich czytać; najlepiej nawet nie czytać ich samemu przez pierwsze dwa miesiące

Więcej o Porannych Stronach znajdziesz tu:
https://juliacameronlive.com/basic-tools/morning-pages/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *