Największy wróg pisania

„W pewnym momencie musisz wejść do pokoju, zamknąć drzwi i powiedzieć ludziom, żeby nie wchodzili.[…] Ciągłe rozpraszanie się to zagłada wyobraźni.[…] Największym wrogiem Twojego pisania nie jest brak talentu, brak pracowitości, a to, że inni ludzie Ci przeszkadzają.”

Joyce Carol Oates, Masterclass on the Art of Short Story

Te słowa Joyce Carol Oates mocno mną potrząsnęły. I doskonale współgrały z tym, co często chodzi mi po głowie. Ostatnio wrzucam na bloga i na inne swoje kanały dużo treści motywacyjnych, zachęcających ludzi, żeby po prostu pisali. Chociaż jestem ogromnym nerdem techniki pisania i jaram się jak pochodnie Gondoru teorią struktury tekstu, nie mam ostatnio humoru na pisanie o trójaktowym podziale fabuły, rozbiorze zdań i dynamicznych czasownikach. Te rzeczy są ważne, ciekawe i przydatne w pisaniu. Ale są drugorzędne wobec problemu, na który cierpi ogromna ilość pisarzy – takiego mianowicie, że nie piszą.

Dlaczego pisarze nie piszą

Z problemem tym zetknęłam się po raz pierwszy świadomie na uczelni. Odkryłam, że dla wielu pracowników naukowych, którzy nie mają najmniejszych trudności z myśleniem o trudnych, abstrakcyjnych konceptach, zarządzeniem zespołem czy przeprowadzaniem skomplikowanych testów statystycznych, ogromnym problemem jest pisanie i przede wszystkim kończenie swoich artykułów. Co ważne, tym osobom często nie brakuje wiedzy. One rozumieją, jak powinien wyglądać dobry artykuł naukowy. One ich po prostu nie piszą.

Dlaczego? Bo ciężko się zebrać. Bo zadania administracyjne rozpraszają. Bo łatwo można znaleźć sobie milion innych rzeczy do zrobienia. Ten sam problem dotyczy pisarzy kreatywnych i blogerów (w tym mnie!). Nie piszemy, bo rodzina, bo przyjaciele, bo pies odciągają od pracy. Bo obiad, bo sprzątanie, bo pierdoły. Nie piszemy, bo nie poświęcamy określonej ilości czasu na pisanie, nie odcinamy się od rozpraszaczy i nie stawiamy twardych granic. To nas dobija. Dopieszczanie czasowników jest przy tym kwestią naprawdę drugorzędną.

Wszystko zależy od nas

Ostatnio zauważyłam, że największe problemy, jakie mam z pisaniem, siedzą mi w głowie, nie w tekście. Poczesne miejsce wśród problemów zajmuje stawianie granic. „Największym wrogiem Twojego pisania nie jest brak talentu, brak pracowitości, a to, że inni ludzie Ci przeszkadzają.” Wydaje się, że to brutalne zdanie spycha odpowiedzialność za nasze niepowodzenia na innych ludzi, którzy, przebrzydli, uparli się przeszkadzać nam w pracy. Ale to nieprawda. Inni przeszkadzają nam, bo pozwalamy im przeszkadzać. Bo nie umiemy odmówić, bo łatwiej załatwiać problemy kogoś innego niż zmusić się do wysiłku intelektualnego, bo to doskonała wymówka.

Tymczasem to my jako pisarze – akademiccy, kreatywni, blogerzy – musimy dać naszemu pisaniu priorytet. To my musimy dać wywalczyć czas i przestrzeń na to, żeby pisać i to my musimy bronić tej przestrzeni jak niepodległości. Nikt inny nam w tym nie pomoże. W swoim świetnym eseju „Własny pokój”, Virginia Woolf przekonywała, że kobieta, aby pisać, potrzebuje pieniędzy (czyli spokoju ducha) i własnego pokoju. I ten pokój powinien mieć zamek. Tylko od nas zależy, czy wejdziemy do naszego pokoju i czy go zamkniemy. Jeśli zostawiamy drzwi szeroko otwarte, to nie możemy mieć pretensji, że ktoś nam ciągle łazi przy biurku. Czas przekręcić klucz.


1 Komentarz

Ania Autentyczny Copywriting · 28 sierpnia 2019 o 16:10

Zamknij drzwi wyszukiwarki, zatrzaśnij książkę twarzy, zakręć strumień powiadomień 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *